Avto – Gruzin z prawdziwego zdarzenia (wywiad)

Avtandił Mikava jest Gruzinem z prawdziwego zdarzenia. W swoim kraju zna wszystkich i wszyscy znają jego. Sława Avto (tak w skrócie nazywają go znajomi) sięga także poza granice jego ojczyzny. My trzymamy jednak rękę na pulsie i zapraszamy na rozmowę z tym niezwykłym człowiekiem zanim powstanie o nim książka lub film.

Wywiad przeprowadziła Joanna Biernacka.

Joanna: Avto, już przez dłuższy czas przymierzałam się do przeprowadzenia z Tobą wywiadu. W końcu się udało. Większość naszych turystów, którzy odwiedzili Gruzję, poznało Cię osobiście lub przynajmniej słyszało coś o Tobie. Powiedz jednak kilka słów na swój temat tym, którzy jeszcze o Tobie nie słyszeli.

Avto: Zacznę od tego, że jestem zwyczajnym obywatelem tego pięknego świata. Urodziłem się w zachodniej Gruzji, w mieście Zugdidi, w rodzinie rolnika. Jak wszyscy uczęszczałem do szkoły. Moja edukacja zakończyła się uzyskaniem dyplomu na studiach artystycznych, specjalność: ceramika. W tamtych czasach artyści nie zarabiali zbyt dobrze, więc w roku 1982 pojechałem do Tbilisi i tam zacząłem pracę jako kierowca miejskiego autobusu. Tam też poznałem i ożeniłem się z moja ukochaną żoną. Mamy dwóch synów. Gio – nasza młodsza pociecha, pracuje jako kierowca busa i podobnie jak ja wozi turystów, delegacje, wycieczki. Starszy syn – Irakli, były tancerz i choreograf narodowych tańców gruzińskich, obecnie pracuje w międzynarodowej firmie dystrybucyjnej. Żyjemy wspólnie w przyjaźni i troszczymy się o siebie nawzajem.
W latach 90-tych byłem jednym z pierwszych kierowców, którzy zaczęli wyjeżdżać także poza granice Gruzji. Woziłem zarówno wycieczki turystyczne jak i biznesmenów, którzy załatwiali swoje interesy. Takim sposobem odwiedziłem wiele krajów byłego ZSRR, a także kraje zachodnie.
Lubię przebywać z ludźmi, poznawać ich charaktery, kulturę, dostrzegać ich odmienne postrzeganie rzeczywistości. Teraz, kiedy wożę turystów jestem szczęśliwy widząc w ich oczach zadowolenie. Odczuwam radość, jaką daje im pobyt w moim kraju. A możecie mi wierzyć, że tutaj w Gruzji jest co oglądać. Każdy znajdzie coś dla siebie. Zarówno ci, którzy cenią kulturę, jak i osoby fascynujące się historią i sztuką.

Joanna: Z Twoich słów można wyczytać, że naprawdę lubisz swoją pracę. A może chciałbyś zajmować się czymś innym?

Avto: Wiesz, mam taki charakter, że jak coś mi się nie podoba, to nie jestem w stanie tego robić, choćby nie wiem jak bardzo było to dochodowe zajęcie. Lubię pracę z turystami, a raczej z gośćmi mojego kraju, jak ich nazywam. Lubię z nimi przebywać, pokazywać im gruzińską kulturę, istotę gruzińskości, tłumaczyć im nasze tradycje, zwyczaje, uczyć ich gruzińskich pieśni i toastów. Po prostu lubię pokazywać im mój kraj. Zależy mi, żeby wrócili do domu nasyceni Gruzją. Najlepiej poznaje się dany kraj, kiedy można zasmakować wszystkiego. A kiedy widzę, jak moi goście śpiewają gruzińskie pieśni, wygłaszają toasty jak rodowici Gruzini – uwierz mi, nie ma nic piękniejszego, niż brać w tym udział. I wtedy wiem, że moi goście zobaczyli i posmakowali prawdziwej Gruzji. Zatem wracając do Twojego pytania – tak, lubię swoją pracę.

Joanna: Jeździsz z turystami już bardzo długo, czy jest coś, co jeszcze zaskakuje Cię w tej pracy? Czy też może widziałeś już wszystko?

Avto: Wiesz, myślę, że człowiek uczy się całe życie i ciągle napotyka coś nowego. Widziałem w życiu wiele, przeżyłem wiele, ale oczywiście nadal są rzeczy, które mogą mnie zaskoczyć. W końcu jestem tylko człowiekiem.

Joanna: Założę się, że masz w pamięci mnóstwo ciekawych historii, które przytrafiły Ci się podczas pracy. Ale żeby nie było tylko tak pięknie, proszę, opowiedz mi o swoim najstraszniejszym przeżyciu.

Avto: Najstraszniejsza historia? W latach 90-tych jechałem z grupą z zachodniej Gruzji do Tbilisi (Gruzja jest podzielona górami na zachodnią i wschodnią). I pewnego zimowego dnia, kiedy jechaliśmy z Zugdidi do Tbilisi, zaczął mocno padać śnieg. Byliśmy już na przełęczy, a opady stawały się coraz silniejsze. Nagle nie można było ruszyć busem ani do przodu, ani do tyłu. Śnieg zakrywał drogi, budynki, dosłownie wszystko. Bus znalazł się w pułapce. Z jednej strony góry, z drugiej urwisko, a my w środku bez możliwości ucieczki. Na początku wydawało się, że jeśli trochę odśnieżymy, to bez problemu będziemy mogli ruszyć dalej. Niestety nic z tego. Tyle samochodów utknęło na trasie, że trzeba by podnieść busa, żeby ruszyć się z miejsca. W tamtych latach z różnych części Gruzji woziliśmy do Tbilisi towary na sprzedaż. Tak było i tym razem. Śnieg padał, a my czekaliśmy. Ludzie zgłodnieli, a ja zażartowałem i mówię: otwórzmy bagażnik, tam jest pełno jedzenia. Moim kompanom bardzo spodobał się ten pomysł i wszyscy razem zaczęliśmy odśnieżać samochód, żeby się dostać do bagażu. I tak ludzie wyjęli wino, ser, pieczonego kurczaka i inne smakołyki. W autobusie nakryto do stołu! Całą noc, dopóki nie przyszedł świt, wszyscy siedzieli i biesiadowali, a… śnieg nie przestawał padać. Cały czas bałem się, że z gór może zejść lawina, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Rano, kiedy odśnieżono drogę, mogliśmy kontynuować naszą podróż do Tbilisi, gdzie dotarliśmy cali i zdrowi. W gruzińskiej krwi po prostu płynie nadzieja. Mimo niebezpieczeństwa nie poddaliśmy się i nie wpadliśmy w panikę. Stało się wręcz odwrotnie! Nakryliśmy do stołu i wszyscy jak jedna rodzina wygłaszaliśmy toasty za Gruzję, za Boga, za rodzinę, za nasze ocalenie. Świętowaliśmy na całego!

Joanna: Faktycznie Gruzini potrafią ucztować w każdej sytuacji, czy jest ku temu okazja czy też nie. Doświadczyłam tego wielokrotnie podczas wizyt w tym kraju. To może teraz dla odmiany opowiedz najprzyjemniejszą i najbardziej zabawną historię, jaka przytrafiła Ci się podczas pracy.

Avto: Zabawna historia? A poprzednia nie była zabawna (śmiech)? Pamiętam jedną historię: mój starszy syn, jak już mówiłem, pracował jako choreograf w gruzińskim zespole tańców narodowych. Tańczyły w nim także dzieci i mój syn razem z nimi był na letnich treningach w Borżomi. Dzieci miały wtedy intensywne wakacyjne warsztaty. Okazało się, że ja razem z moją grupą gości z Ukrainy będę akurat w tej miejscowości w tym samym czasie. Zadzwoniłem więc rano do syna mówiąc, że będę wieczorem w Borżomi. Nie spodziewałem się niczego. Przyjechaliśmy na miejsce, zjedliśmy kolację i wszyscy razem poszliśmy na spacer do parku. A tam, jak się okazało, mój syn przygotował dla nas niespodziankę. Uzgodnił z dziećmi, że wieczorem dla nas zatańczą. W parku była ustawiona maleńka scena i kiedy ja i moi goście tam dotarliśmy, zespół dał mały koncert specjalnie dla nas. Wszystko było takie piękne. Z dziećmi byli tam też ich rodzicie i razem z moim synem zaprosili nas do stołu. Całą noc wszyscy razem biesiadowaliśmy. Moi goście także tańczyli gruzińskie tańce, muzycy z zespołu grali i śpiewali gruzińskie i ukraińskie pieśni, a ja byłem szczęśliwy radością moich gości.

Joanna: Kiedy odwiedzałam Gruzję miałam okazję obserwować Cię w akcji jako kierowcę. Widziałam ile serca wkładasz w swoją pracę i jak dbasz o naszych turystów. Nie masz jednak czasem ochoty rzucić tego i po prostu wyjechać gdzieś, do innego kraju i tam pracować?

Avto: Nie mógłbym pracować w innym kraju. Jeśli pojadę za granicę to tylko jako turysta. Pracować będę tutaj, w Gruzji. Jestem szczęśliwy, kiedy mogę przyjmować gości, kiedy mogę się o nich troszczyć. Turyści zapadają mi mocno w pamięć, jestem szczęśliwy, kiedy interesują się moją ojczyzną, kiedy chcą jak najwięcej dowiedzieć się o Gruzji, kiedy śpiewają gruzińskie pieśni. Niektórzy śpiewają je, bo to ich ciekawi, inni robią to dla rozrywki. Tak czy inaczej jest to bardzo miłe. Kiedy wyjeżdżają, zaczyna mi czegoś brakować. Wspólnie spędzamy czas, zaprzyjaźniamy się, a kiedy odjeżdżają zostają cudowne wspomnienia i u nich i u mnie. To czyni mnie szczęśliwym.
A jeśli chodzi o gości z Polski, to pracuję z nimi już ponad 9 lat. Bardzo cenię zarówno gości z Waszego kraju, jak i ogólnie cały polski naród. Kiedyś gościłem polskie małżeństwo, z którym bardzo się zaprzyjaźniłem. Napisali nawet dla mnie piosenkę, melodia gruzińska, a słowa po rosyjsku i po polsku. W ogóle dużo mam przyjaciół z Polski, z którymi przyjaźń zaczęła się od tego, że podróżowali ze mną.

Joanna: Fakt, Polacy tłumnie odwiedzają Gruzję, bo zwyczajnie dobrze się tu czują. Jesteśmy w Gruzji bardzo serdecznie przyjmowani. Nadal jednak niektórzy boją się tu przyjechać. Co byś odpowiedział turystom, którzy pytają czy w Gruzji jest niebezpiecznie?

Avto: Mógłbym im odpowiedzieć jednym słowem. NIE. W Gruzji wszyscy są całkowicie bezpieczni. Powiem jednak w nieco przewrotny sposób: Tak, w moim kraju jest niebezpiecznie! Niebezpiecznie dlatego, że każdy turysta może zakochać się w Gruzji tak bardzo, że nie będzie chciał wracać do domu (śmiech). Oczywiście nie ma tu żadnego niebezpieczeństwa, wokół sami dobrzy i gościnni ludzie, wszyscy tutaj są tak życzliwi, że każdy w Gruzji czuje się jak u siebie w domu. Tak więc mogę powiedzieć wszystkim, którzy są ciekawi mojej odpowiedzi: przyjeżdżajcie do Gruzji a sami się przekonacie jak tu pięknie i bezpiecznie.

Joanna: Masz rację. Sama jak przyjechałam kilka lat temu do Gruzji po raz pierwszy, zakochałam się w tym kraju. I faktycznie urzekły mnie nie tylko piękne krajobrazy, przepyszna kuchnia, ale przede wszystkim serdeczność Gruzinów. Dziś wracam tu z przyjemnością i czuję się tutaj jak u siebie w domu. Mam już swoje ulubione miejsca. A jak jest u Ciebie? Które miejsce jest Twoim ulubionym w Gruzji?

Avto: Wiesz, w Gruzji każde miejsce ma swoją historię. Chyba nie potrafię wybrać jednego. Lubię Tbilisi, stolicę Gruzji, gdzie łączy się historia wielu miejsc, gdzie splata się wiara i kultura wielu narodów. Lubię Kachetię, region słynny z doskonałych win, przypominający o gościnności Gruzinów. Lubię miasto Mchcetę, najstarsze miasto w moim kraju. To właśnie tam zaczęła się nasza wiara. Lubię Swanetię, gdzie po prostu stajesz się dumny z tego, że jesteś Gruzinem. Lubię monastyr Gelati, dzięki któremu pamiętamy o swoich przodkach i o tym, że jako naród za czasów Dawida Budowniczego rozkwitaliśmy i byliśmy sławni. Ten monastyr również przypomina, że powinniśmy się troszczyć o wszystko i wszystkich. Lubię Wardzie – kiedy się tam przebywa w duszy rośnie przeświadczenie, że możemy wszystko. Wardzia też przypomina o pięknych czasach królowej Tamary. Lubię Megrelię i jej kuchnię. W końcu lubię także Batumi z bezgranicznym morzem, gdzie można przemyśleć wiele spraw i zrozumieć jak piękna jest Gruzja, kraj o wielkiej historii i pięknej kulturze. Moja odpowiedź na Twoje pytanie będzie następująca. Kocham całą Gruzję – to mój ukochany kraj, moja ojczyzna, moja duma.

Joanna: Duma z własnego kraju. Niejeden naród mógłby się od Was uczyć. Dziękuję za rozmowę, ale musisz wiedzieć, że nie zadałam Ci jeszcze wszystkich pytań, więc zapewne poruszymy je przy najbliższej okazji. Dziękuję Avto i do zobaczenia następnym razem w Gruzji, albo może w Polsce.

Avto: Dziękuję. Oczywiście zapraszam w gościnę do swojego domu w Zugdidi.

Kategorie

Newsletter

Chcesz być na bieżąco z nowościami podróżniczymi? Zapisz się do newslettera

Administratorem Pani / Pana danych osobowych jest Globzon Travel spółka z ograniczoną odpowiedzialnościa spółka komandytowa z siedzibą w Krakowie przy ul. Szlak 65, 31-153 Kraków, której został nadany numer identyfikacji podatkowej 6762566565, e-mail: biuro@globzon.travel.pl. Zgoda na przetwarzanie danych osobowych może być cofnięta w każdym czasie. W tym celu należy skontaktować się z Administratorem. Więcej informacji o sposobie przetwarzania danych i ochronie danych osobowych znajduje się w zakładce Ochrona danych osobowych.

Najnowsze wpisy